Igloopol Dębica - Wisłoka Dębica 0:0
"GDY EMOCJE JUŻ OPADNĄ, JAK PO WIELKIEJ BITWIE KURZ..."

Derby piłkarskie od lat uważane są za najważniejsze i najbardziej prestiżowe spotkania ligowe. Ich niezwykła specyfika powoduje, że większość kibiców podnosi je do rangi święta. Podczas tego typu meczów nie zwraca się uwagi na poziom rozgrywkowy, aktualną formę drużyn czy miejsce w tabeli - liczy się jedynie walka dwóch nie pałających do siebie miłością grup. Wśród najsłynniejszych derbów w Europie możemy wymienić choćby te Mediolanu, Rzymu, Londynu, Madrytu, Belgradu, Stambułu czy Moskwy. W Polsce największy rozgłos przynoszą z kolei Derby Krakowa pomiędzy Wisłą a Cracovią, nazywane "Świętą Wojną". My w Dębicy również mamy swoją, powiedzmy to "Małą Wojnę" albo chociaż "Małą Bitwę", kiedy naprzeciwko siebie stają do rywalizacji Wisłoka z Igloopolem. Niestety w ostatnim czasie wartość rynkowa, a przede wszystkim prestiż Derbów Dębicy spadł niczym kurs złotego z przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Jednym z powodów takiego obrotu spraw stały się zaostrzone przepisy wobec najmniejszych nawet incydentów na stadionach. W ich wyniku kary wymierzane w kluby (zamykanie obiektów dla przyjezdnych bądź w całości) są często nieadekwatne do popełnionych występków, a co najważniejsze, dosięgają również tych kibiców, którzy nie mają z nimi nic wspólnego. Drugim aspektem obniżenia popularności Derbów Dębicy jest popadająca w ruinę infrastruktura sportowa oraz niechęć niektórych podmiotów do organizacji imprez masowych. Jeżeli weźmiemy pod uwagę wyniki frekwencji sprzed 15 lat, gdy na dębickich stadionach gromadziła się publika w liczbie od 3 do 5 tysięcy osób, a obecnie mamy kolejno 900, 1900, 1300, 700 (dane z dwóch ostatnich sezonów), to nie wygląda to za dobrze. Nie za ciekawie prezentowały się również sobotnie Derby Dębicy, ze względu na kolejny stadionowy (dla gości) zakaz nałożony na kluby przez Podkarpacki Związek Piłki Nożnej. Teoretycznie najbardziej elektryzujące spotkanie w rundzie wiosennej oglądała na żywo, biorąc pod uwagę potencjał naszego miasta, garstka ludzi....

Chcąc w jakikolwiek sposób ratować renomę tego wydarzenia, Stowarzyszenie KS Wisłoka 1908 Dębica wpadło na pomysł organizacji dla swoich kibiców pikniku rodzinnego, połączonego ze wspólnym oglądaniem meczu. Za dopięcie szczegółów odpowiedzialny był pan Kacper Bieszczad, który do samego końca kierował pracą wszystkich podzespołów. My jako redakcja, staraliśmy się maksymalnie nagłośnić wydarzenie, a najlepszym dowodem na to, że informacja o bezprecedensowym w skali regionu pomyśle poszła świat, było żartobliwe zapytanie jednego z arbitrów: "Gdzie te derby w końcu, bo nie wiem na jaki stadion jechać". Oczywiście miejscem całego zamieszania był owianą sławą, jedyny w swoim rodzaj obiekt - Park Arena. Na płycie boiska, frontalnie do dużej trybuny ustawiono telebim, natomiast w bocznych sektorach rozmieszczono katering i strefę zabaw dla najmłodszych. Pierwsi goście pojawili się już godzinę przed meczem, a na Parkową 1 zwabił ich niepowtarzalny zapach grillowanej kiełbasy oraz złocistego napoju. Wynajem ekranu oraz pokrycie kosztów związanych z przeprowadzeniem transmisji wyniosły około 6500 zł. Dzięki zaangażowaniu kibiców (zbiórka 2 tys. zł) oraz hojnych sponsorów czy też takich osób jak panowie Mateusz Pasek, Marek Ząbek i Marek Mądro udało się niemal w całości odrobić tę kwotę.

Kibice Wisłoki nie zawiedli - punktualnie o godzinie 15:30 przed telebimem zasiadło ponad pół tysiąca osób, a więc liczba niewiele mniejsza jak w tym samym czasie na obiekcie przy ulicy Sportowej. Zgodnie z przewidywaniami pojedynek Igloopolu z Wisłoką, stricte ze sportowego punktu widzenia, nie należał mówiąc delikatnie do najpiękniejszych. Przyglądając się przerzedzonym kępkom trawy na wyjałowionej płycie dębickiego San Siro mogliśmy przypomnieć sobie lekcje historii, a szczególnie epokę średniowiecza, w której dla zwiększenia wydajności upraw stosowano trójpolówkę. Mniej wtajemniczonym, przychodzimy z tłumaczeniem - chodziło o metodę polegająca na podzieleniu pola na trzy części. Każdego roku uprawiane są tylko dwie z nich, a trzecia ugoruje, co pozwala na „odpoczywanie” ziemi. Jedno pole obsiewano jesienią zbożem ozimym, drugie wiosną zbożem jarym, a trzecie pole - ugorowane - stanowiło pastwisko.... Niektórzy wytkną nam permanentne czepianie się stanu murawy, rzucając hasłami "boisko jest takie sama dla dwóch drużyn". Otóż, w praktyce wygląda to nieco inaczej, a przykładów, również w skali światowej jest mnóstwo. Drużyna grająca technicznie nie będzie potrafiła się odnaleźć na murawie, gdzie na odcinku 20 metrów piłka osiem razy robi kozioł. To idealna szansa dla teoretycznie słabszego zespołu na bronienie korzystnego wyniku i minimalizowanie kreowania szans przez faworyta. Pokazało to zresztą samo spotkanie, bo mówiąc zupełnie obiektywnie Wisłoka stworzyła tego dnia 2,5 sytuacji, z czego dwie Igloopolowi. A weźmy pod lupę pozostałe mecze, gdzie "Biało-Zieloni" oddają średnio po 15 strzałów na bramkę, rywalizując często z dużo silniejszymi zespołami. To tyle tytułem wstępu, choć gdybyśmy się uparli, rozwinięcie nie powinno tutaj zająć więcej aniżeli kilku zdań.

Już w pierwszych minutach na próbę została wystawiona czujność Kamila Dybskiego. Bramkarz Wisłoki miał okazję do porozciągania się, kiedy to zawodnik Igloopolu (centro)strzałem z dystansu zmusił go do sparowania piłki ponad poprzeczkę. Jęk zawodu kibiców "Biało-niebieskich" oraz głęboki oddech dla sympatyków KSW, którzy odetchnęli z ulgą. Oglądaliśmy wiele meczów, ale dawno takiego, w którym na kolejną sytuację bramkową którejkolwiek z ekip musieliśmy czekać dosłownie do samej końcówki pierwszej połowy. Trudno to sobie wyobrazić, ale przez ponadto 30 minut nie działo się NIC, a wytrzeszczone do ekranu oczy kibiców Wisłoki krwawiły, spoglądając na całościowy obraz i przebieg rywalizacji. Kiedy widzowie zastanawiali się już nad kolejną kiełbaską, czy też wypadem do Biedronki po uzupełnienie innych zapasów na drugą część spotkania, Igloopol mógł a nawet powinien objąć prowadzenie. Jak do tego doszło? Ano niezawodny do tej pory Konrad Hus źle oszacował położenie własnego bramkarza i zbyt lekkim podaniem głową stworzył okazję do przechwytu rywalowi. Ostatecznie Gongora Valdes nie wykorzystał znakomitej szansy. Ogólnie taktyka Igloopolu polegała na dłuższym podaniu w kierunku zawodników ofensywnych, zwłaszcza błyskotliwego Mateusza Stańczyka, z kolei podopieczni Dariusza Kantora, mimo uczuleń trenera, starali się grać swoje i wymieniać większą liczbę podań, co przy panujących warunkach było rzeczą niemożliwą. "Biało-Zieloni" łapali co prawda momenty, gdy dłużej utrzymywali się przy piłce, ale niewiele z tego wynikało. Kultura gry po stronie Wisłoki, wyrachowanie i upór po stronie Igloopolu. Do przerwy dwie sytuacje gospodarzy, a poza tym jedna wielka młócka i przepraszamy, że będziemy monotonni, używając znów tych samych sformułowań, lecz jest to od nas silniejsze: murawa-kartoflisko, na której łatwiej byłoby zorganizować wykopki niż mecz piłki nożnej...

Naładowani nektarem bogów i pojedzeni wyśmienitą kiełbasą z masarni pana Marka Ząbka, zasiedliśmy do oglądania drugiej połowy, licząc że bądź co bądź, ale będzie ona ciekawsza od pierwszych 45 minut konfrontacji. Sztab szkoleniowy Wisłoki zdecydował się na wymianę skrzydeł i wprowadzenie tzw. "drugiego oddechu" w postaci Damiana Bożka oraz Kamila Rębisza. 20 minut po zmianie stron mogliśmy jednak śmiało ocenić, iż tego dnia obaj panowie nie zaszaleją. Z czasem gra zaostrzyła się, a sędzia Wojciech Wolan mógł w końcu poczuć się jak na derbach, wyjmując świeżo wypolerowane kartki. Arbiter z Tarnobrzega nie zawahał się pokazania drugiego żółtka Kamilowi Rokicie, który w przeciągu kilku minut dwukrotnie faulował ze skutkiem napomnienia, co w rezultacie spowodowało jego wykluczenie z zawodów. Wisłoka miała zatem kapitalną okazję do zgarnięcia pełnej puli, gdyż przez blisko pół godziny grała z przewagą jednego zawodnika. Historia futbolu wielokrotnie pokazywała nam jednak, że taka sytuacja nie zawsze kończy się pomyślnie. "Biało-Zieloni" próbowali ruszyć odważniej, lecz znakomicie tego dnia zdyscyplinowany taktycznie Igloopol na niewiele pozwalał graczom Dariusza Kantora i Wacława Macioska. Trzeba oddać, że młodzi podopieczni Bartosza Zołotara spisali się na medal, skutecznie rozbijając każdą próbę podejścia rywali pod własne pole karne. Piłkarzom Wisłoki również nie można odmówić chęci, ale to zdecydowanie nie był dzień lidera IV ligi podkarpackiej. Na 10 minut przed końcem Igloopol mógł skarcić Wisłokę, gdzie znów przy nieporozumieniu defensywy Mateusz Stańczyk znalazł się w sytuacji sam na sam z Kamilem Dybskim. Na szczęście dla gości fatalnie spudłował, choć gdyby murawa była w kapkę lepszym stanie, to pomocnik "Morsów" miałby większe szanse na oddanie celnego strzału. W końcówce Wisłoka chciała jeszcze zagrać na aferę, dorzucając seriami w "szesnastkę" Łukasza Psiody, ale i ten wariant nie przyniósł oczekiwanych skutków. Bramkarz Igloopolu obok Mateusza Stańczyka był wiodącą postacią gospodarzy, pewnie wyłapując wszystko, co jego radar namierzył w pobliżu. Spotkanie zakończyło się podziałem punktów, który z perspektywy przebiegu boiskowych wydarzeń, jest dobrym rezultatem dla "Biało-Zielonych". Po końcowym gwizdku grupa kibiców oczekiwała na przyjazd piłkarzy, dziękując im za walkę i poświęcenie. W ten sposób 16. Derby Dębicy przeszły do historii - kto wie jak długo będziemy musieli czekać na kolejne...

Wisłoka przedłużyła serię nieprzegranych meczów na wyjeździe (17), a przy korzystnych wynikach pozostałych gier, zachowała 1. miejsce w tabeli z dwupunktową przewagą nad Izolatorem Boguchwała i Polonią Przemyśl. Jak powiedział po meczu trener Wacław Maciosek: "Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma". Przed Wisłoką seria niezwykle wymagających i trudnych pojedynków, w których - mamy nadzieję - nasi piłkarze wzbiją się na wyżyny swoich możliwości i dadzą nam jeszcze dużo radości.

Igloopol Dębica - WISŁOKA DĘBICA 0:0

Od 65. minuty Wisłoka grała w przewadze, bowiem Kamil Rokita został ukarany czerwoną kartką (dwie żółte).

Żółte kartki: Kamil Rokita, Dawid Rokita - Cabała, Nabożny, Fedan
Czerwona kartka K. Rokita (dwie żółte)
Sędziował: Wojciech Wolan (Tarnobrzeg)
Widzów: 700

WISŁOKA: Dybski - Nabożny (65' Remut) , Cabała, Hus - Król (46' Bożek), Fedan (71' Pęcak) , Łanucha, Sojda (81' Sobczyk), Zygmunt - Wrzosek (55' Rębisz) - Barycza.

Igloopol: Psioda - Ligęzka, Wanat, Socha, Stefanik, D. Rokita (90+3' Pudło), K. Rokita, Machnik, Janus (89' Mrozowski), Stańczyk (77' Kitrys), Gongora Valdes (57' Pyskaty).

Link

Link

Ozy dnia 23 marzec 2019 · 0 komentarzy · 849 czytań ·Drukuj
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Tabela Terminarz
Lp.
Klub
M Pkt
1.
Korona II Kielce
8 19
2.
Siarka Tarnobrzeg
8 15
3.
Stal Kraśnik
8 14
4.
Hetman Zamość
8 14
5.
Sokół Sieniawia
8 13
6.
Wisła Puławy
8 12
7.
KSZO Ostrowiec Świętokrzyski
8 11
8.
Hutnik Kraków
8 11
9.
Avia Świdnik
8 11
10.
Wólczanka Wólka Pełkińska
8 10
11.
WISŁOKA DĘBICA
8 10
12.
Motor Lublin
7 10
13.
Orlęta Radzyń Podlaski
7 9
14.
Podhale Nowy Targ
8 8
15.
Wisła Sandomierz
8 7
16.
Chełmianka Chełm
8 7
17.
Jutrzenka Giebułtów
8 4
18.
Podlasie Biała Podlaska
6 3
Mecze

III LIGA

2019-09-14 16:00 | Relacja

Siarka

Siarka

1:1

0:0

Wisłoka

Wisłoka

Strzelcy

  • 1:0 Gębalski 61'
  • 1:1 Fedan 90' (asysta Pelc)

III LIGA

2019-09-21 16:00

Wisłoka

Wisłoka

VS

Korona II Kielce

Korona
II
Kielce

Sponsorzy






















Statystyki reklamowe
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Brak wiadomości. Może czas dodać własną?
Aktualnie online
Gości online: 3

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 473
Najnowszy użytkownik: Adi
Warto zaglądnąć
Biuro Podróży ANTURJA

MCARD - Produkcja kart plastikowych